Jak świadomie leczyć i żyć z Endometriozą – opowieści Endo Kobiet cz. I

Jak świadomie leczyć i żyć z Endometriozą – opowieści Endo Kobiet cz. I

Endometrioza.

Definiuje życie, zatrzymuje, poraża, kopie, zmusza do zmian, uczy, pokazuje nową drogę. Jest towarzyszką. Czuć jej oddech nawet wtedy, kiedy nie daje o sobie znać.

Najpierw jej nienawidzisz, później się przyzwyczajasz (!), zaczynasz rozumieć, szczęśliwie jeśli w końcu zaakceptujesz. Bo akceptacja to siła. Zawsze.

W związku z Tygodniem Świadomości Endometriozy bardzo chciałam pokazać życie, walkę czy pojednanie z chorobą, słowami wielu z Nas – Endo Kobiet!

Każda z nas jest na innym poziomie świadomości, każda z nas ma swoją drogę z chorobą – właściwą w danym momencie dla jej możliwości. Chcę tymi obrazami pokazać jak różnie może być.

Zaprosiłam do udziału w tym projekcie osiem Endo Kobiet. Autorek spisanych tu historii.

Chylę czoła przed moimi Bohaterkami – są cudowne, piękne, silne, zdeterminowane, odważne! Pomimo niemocy systemu opieki zdrowotnej – zdecydowały się zawalczyć i stanąć do życia po swoje. Świadomie.

Upadają i wstają, oddychają, odkrywają siebie i wzrastają w swoją moc. Rozkwitają. Zaczynają czuć w sobie Kobietę.

Byłam bardzo poruszona czytając każdą z tych historii. Bardzo Wam dziękuję, że zdecydowałyście się tymi historiami dzielić.

Wiem, że wśród Czytelniczek jest mnóstwo tak pięknych Kobiet! Każda z Nas, która decyduje się nawet na najmniejszy ruch by coś zmienić – staje świadomie do swojego życia.

Zapraszam Was dziś na pierwszą część opowieści. W tym tygodniu ukaże się jeszcze kolejna odsłona.

Już na wstępie proszę dzielcie się tą opowieścią. Bezwzględnie należy o naszych historiach mówić, szerzyć i budować świadomość życia z Endometriozą!

Dziękuję.

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————

„Mam na imię Honorata i mam 32 lata. Diagnozę endometriozy usłyszałam w wieku 24 lat podczas drugiej laporoskopii. Pierwszą miałam w wieku 16 lat, usuwanie torbieli z obydwu jajników. Przeszłam terapie hormonalną visanne, brałam rożnego rodzaju tabletki antykoncepcyjne.

Moje miesiączki trwały do 14 dni z czego pierwsze 3 dni paraliżowały mnie do wyjścia z domu z powodu obfitego krwawienia. Silne bóle podczas owulacji, infekcje partii intymnych i silne objawy PMS. Problemy gastryczne zwłaszcza wzdęcia i zaparcia. W grudniu 2015 doszło przewlekłe zmęczenie i stany zapalne stawów.

Wtedy właśnie zdecydowałam się spróbować naturalnej drogi. Przy pomocy dziewczyn z Endopositive International wyeliminowałam z diety gluten i nabiał, mięso mocno ograniczyłam, aby po 6 tygodniach i je wykluczyć.

Dzień zaczynałam od wody z imbirem kurkuma i pieprzem. Wprowadziłam warzywne koktajle do diety. Wyeliminowałam żywność przetworzoną. Od razu zauważyłam poprawę w wypróżnieniach, bólu podczas miesiączki i energii.

W marcu zaczęłam gruntowne oczyszczanie organizmu kuracja antypasożytniczą, oczyszczanie jelita, program na kandide, oczyszczanie wątroby, limfy i nerek.

Po oczyszczaniu miesiączki trwały 5 dni zero bólu. PMS prawie niewykrywalny. Wciąż pozostał dyskomfort podczas owulacji i lekkie infekcje partii intymnych, ale byłam świadoma że jedno oczyszczanie nie załatwi wszystkich problemów.

Największe i najbardziej odczuwalne efekty były w posiadanej energii. Mogłam przenosić góry . Po nocy budziłam się gotowa do działania.

Po kilku miesiącach od oczyszczania przyszedł stres skręcił się żołądek, jelita. Mimo sesji psychologicznych, które zaczęłam już podczas oczyszczania, stare programy myślowe zrobiły swoje.

Po miesiącu fizycznie byłam w gorszym miejscu niż przed detoksem. Pokazało mi to że samo oczyszczenie organizmu to za mało, trzeba pracować nad sobą cały czas i być czujnym nie popuszczać kiedy jest dobrze.

Skorzystałam z ustawień rodzinnych, dodatkowo cotygodniowe sesje z psycholog. Suplementacja dobrana do moich potrzeb. Okłady z rycyny robię codziennie przed spaniem, rozluźniają, działają przeciwbólowo. W sytuacjach stresowych korzystam z pomocy Rescue Remedy Bacha, choć tych już coraz mniej.

Uczę się odpuszczać i wychodzi mi to coraz lepiej. Dbam o nerki ćwiczenia (pozycje odwrócone), zupy na kościach długo gotowane, zbilansowana dieta bogata w zdrowe tłuszcze. Na infekcje partii intymnych świetnie działają czopki z oleju rokitnikowego.

Kąpiele w soli Epsom sprawdzają się u mnie na bóle owulacyjne. Ćwiczę oddech, my endo kobietki jesteśmy bardzo niedotlenione. Spędzam dużo czasu sama ze sobą, skupiam się na sobie i swoich potrzebach.

Pozwalam sobie być słabą i chętnie proszę o pomoc.

Kiedyś szukałam złotego środka najlepiej w postaci jednej tabletki. Teraz wiem, że taka nie istnieje.

Od lutego 2016 nie wzięłam ani jednej tabletki przeciwbólowej, hormonalnej czy antybiotyku.

Nie mogę jeszcze powiedzieć że prowadzę życie bez bólu, choć jestem na dobrej drodze aby to osiągnąć. Naturalna droga do zdrowia nie jest łatwa bo długoterminowych efektów nie można spodziewać się szybko. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i być mocno zdeterminowanym.

Ja tłumaczę sobie to w ten sposób, że przez lata karmiłam swoje ciało chemią to teraz potrzebuje dobrych kilku aby je oczyścić i uruchomić procesy samozdrowienia.

Wiem jedno, nie zamieniłabym decyzji o naturalnej drodze, wiedząc ile mnie czeka.

Endometrioza już nie definiuje mnie czy mojego życia.

Ja z nią nie walczę a wręcz zaczynamy się przyjaźnić. Poznałam wiele wspaniałych zdeterminowanych kobiet. Zmieniłam nie tylko swoje życie ale i mojej rodziny.

Honorata

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————

 

„Opisać w paru zdaniach walkę z chorobą to nie lada wyzwanie, ale postaram się .

U mnie choroba została zdiagnozowana po 18 latach szukania, chodzenia po lekarzach i próby zrozumienia co się ze mną dzieje.

Czemu ciągle jestem zmęczona, mdleje mam anemię a miesiączki przypominają jakiś koszmar rodem z horrorów, i nie to nie przesada, wiedzą o tym kobiety, które tak jak ja zmagają się z endometriozą.

Lekarze lekceważą chorobę twierdzą, że przesadzamy. Przecież nie może boleć aż tak bardzo, zamiast szukania przyczyn mają super pomysł – pigułki.

Chcemy im wierzyć, bo przecież to lekarze.

Ja również zaczęłam brać najpierw Dine potem Jasmin w cyklach trzy miesięcznych – jaka to była ulga nie mieć okresu przez 3 miesiące.

Niestety potem było tylko gorzej. Bo jak się okazało estrogen zawarty w pigułkach dokarmił endo. Zaczęły się bóle gorsze i w miejscach w których wcześniej ich nie było…bark, kości, pęcherz, jelita.

Na moje sugestie, że coś jest nie tak,  lekarka nie reagowała ale mój organizm wiedział co innego. Odstawiłam pigułki, kupiłam castagnus.

Oczywiście nie wiedziałam wtedy, że jestem chora na endometriozę. Chciałam jakoś sama sobie pomóc. I faktycznie było lepiej pół roku, potem koszmar zaczął się od nowa.

Migreny, wymioty, krwawe biegunki, tragiczne bóle pęcherza, bóle kości i mięśni. Od rodzinnej lekarki dostałam  receptę na  leki przeciwbólowe i skierowanie do neurologa. Tam eureka – od niej pierwszej usłyszałam, że jest taka choroba.

Dostałam namiary na ginekologa. I to ona w końcu, po latach mojej tułaczki, postawiła diagnozę.

Może to dziwne ale ucieszyłam się. Pomyślałam wtedy, teraz wiem z czym walczę.

Znalazłam grupy wsparcia. Z czasem sama założyłam jedną – Walczymy naturalnie z endometriozą.

Leczyłam się progesteronem zgodnie z cyklem.

Zainteresowałam się leczeniem naturalnym, robiłam kolejne badania w tym kolonoskopię, znaleziono zmiany endo w środku jelita. Pobrano wycinki, które potwierdziły diagnozę.

Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które mają potwierdzenie choroby bez laparoskopii. Co więcej, nie miałam nigdy operacji, bo zawsze jakimś zbiegiem okoliczności udawało się jej uniknąć.

Obecnie 3 lata po diagnozie jestem mądrzejsza i bogatsza o nowe doświadczenia, przez ten czas wiele się nauczyłam. Początkowo mocno wierzyłam, że wyleczę chorobę naturalnymi metodami. Stosowałam dietę i różne suplementy. Faktycznie, początkowo działały świetnie np. serropeptaza, tran, ostropest, oczyszczanie organizmu uzupełnianie witamin no i progesteron na drugą połowę cyklu.

Byłam szczęśliwa, że udało mi się poskromić chorobę. Niestety nie na długo.  Z czasem leczenie działało coraz słabiej a kolejne suplementy i zioła nie pomagały.

Znowu byłam w punkcie wyjścia z widmem poważnej operacji, która groziła stomią i silnymi atakami bólu, których nie dało się przewidzieć. Dopadały mnie znienacka i powalały na ziemię.

Najgorszy był strach, że taki atak złapie mnie gdzieś w miejscu publicznym, że dojdzie do perforacji jelita, że torbiel pęknie. To jak chodzenie z bombom zegarową w brzuchu. Nigdy nie wiadomo, co może się stać.

Pojechałam na konsultacje do Centrum Leczenia Endometriozy i zgodziłam się na leczenie tzw sztuczną menopauzą, by organizm mógł odpocząć.

I faktycznie to był czas wytchnienia, zapomnienia o bólu, o chorobie.

Żyłam jak normalna zdrowa osoba.

Wiedziałam, że leczenie może mieć skutki uboczne, więc nadal wspierałam organizm naturalnymi produktami (wiesiołek, olej lniany, ostropest, koniczyna czerwona, wapń magnez z wit D dla wzmocnienia kości).

Na kuracji zmiany się wyciszyły, stany zapalne zmniejszyły, organizm odpoczął.

Po 7 miesiącach lekarz zaproponował zastrzyk z progesteronu by ten stan utrzymać i próbować, jak długo się tylko da, unikać operacji.

Co mogę doradzić osobą, które zmagają się z chorobą – to na pewno szukanie różnych rozwiązań.

Może u kogoś akurat medycyna alternatywna świetnie sobie poradzi, warto próbować a jest tych metod sporo.

Każda z nas jest inna a w tej chorobie wielką rolę odgrywa także psychika i nad nią też warto pracować.

Znaleźć w sobie siłę i optymizm, odszukać pasję i nauczyć się z nią żyć.

Małgorzata

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————

„Opinie wielu lekarzy były jednomyślne i zabrzmiały jak werdykt: „No cóż… taka pani uroda”. Tabletki przeciwbólowe, a potem pigułki antykoncepcyjne pomogły skutecznie zamieść sprawę pod dywan.

Przywykłam do bólu od pierwszego dnia miesiączki, którą traktowałam jak niechcianą siostrę. Czułam się jak cudzoziemka w raju kobiet. Nie tylko z powodu bólu. Dziewczyny mnie nudziły, a ich problemy wydawały się banalne.

Świat kumpli był mi bliższy. Odcięcie się od kobiecości, duże ilości antybiotyków w dzieciństwie, stres i poczucie bycia nie na swoim miejscu, doprowadziły do endometriozy.

Od momentu „nazwania rzeczy po imieniu” zaczął się czas intensywnego zbierania informacji, poszukiwań i oswajania nieznanego.

Byłam przerażona, przybita i zawstydzona. Przytłoczył mnie ogrom informacji. Początki były najtrudniejsze, bo nie wyobrażałam sobie życia bez piwa, kawy, czarnej herbaty i makaronu z serem

Chciałam utrzymać panujący status quo, bo przecież „lepiej w norce niż na polowaniu”. Bardzo późno zdobyłam się na odwagę zobaczenia tego, co przeczuwałam od dawna.

Przeczytałam kilka książek, wytrwałam w diecie, odpoczęłam i nagle coś drgnęło.

 

Najważniejsza w tym czasie dla mnie książka Ciało kobiety, mądrość kobiety Christiane Northrup sprawiła, że zaczęłam zadawać sobie rozmaite pytania. Co jest korzeniem mojego problemu? Co mogę stracić a co zyskać, jeśli go rozwiążę? Dlaczego nie zachodzę w ciążę? Czy mogę robić to, co kocham? Czy jest we mnie dość siły, aby to zmienić?

Na te i wiele innych pytań już sobie odpowiedziałam. Później jednak musiałam zacząć działać i wziąć się w garść.

Chcąc wprowadzić konieczne zmiany, musiałam przewrócić dotychczasowy świat do góry nogami.

Zrozumiałam, że moją najlepszą przyjaciółką jest intuicja, wewnętrzny głos, którego staram się już nie ignorować. Kiedyś straciłam z nim łączność, dlatego dziś tak ważne jest dla mnie to, co robię dla siebie każdego dnia

Zdrowe jedzenie, joga, cisza, dobre myśli i tak dalej. Z czasem dotarło do mnie, że endometrioza pojawiła się u mnie w wyniku niezaspokojonych potrzeb, niespełnionych marzeń i tłamszonego żalu.

Teraz czuję, że warunkiem wyzdrowienia jest powrót do wewnętrznego domu.

PS. Celowo nie użyłam słowa choroba, bo paradoksalnie czuję się teraz lepiej niż kiedykolwiek.”

Agnieszka

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————

„Rok temu będąc w szpitalu z zapaleniem przydatków, leżąc sobie pod kroplówką z antybiotykiem, rozmawiałam przez telefon z koleżanką. Okazało się, że poroniła i ma podejrzenie jakiejś choroby o dziwnej nazwie na „E”. To była bardzo przykra informacja, przekazałam wyrazy współczucia.

Po wyjściu ze szpitala mój silny ból w miednicy nie odpuszczał, także w tym samym tygodniu wróciłam do pani ginekolog. Stwierdziła, że zapalenie przydatków minęło (mogłam to też stwierdzić bo badaniu, które było bezbolesne). Przeprowadziła wywiad i powiedziała, że podejrzewa endometriozę, „słyszała pani o tym?”. „Yyy nie…yyy chyba…yyy a tak słyszałam…tydzień temu”.

Za dwa tygodnie laparoskopia diagnostyczna. Endometrioza II stopnia, kilka ognisk „wypalonych”, jedno na odbytnicy zostało do zaleczenia hormonem, który brałam przez pół roku.

Kurde.

Całe życie chora. Całe życie na antybiotykach. Kurde! Od momentu kiedy było u mnie pogotowie bo zemdlałam z bólu podczas okresu (czyli ok 10 lat wcześniej) regularnie chodziłam do ginekologa!

A do tego, w ostatnich latach uszkodzenie słuchu w jednym ucho o niewiadomej przyczynie i szumy uszne, potem rok depresji z lekami, a teraz to. Nosz kurde! Przecież staram się być dobrym człowiekiem! Co ja takiego zrobiłam?!

No właśnie chyba chodzi o to, że nic nie zrobiłam…

Zawsze bezwiednie ufałam lekarzom. Mówili brać antybiotyk to brałam. Mówiłam, że brzuch mnie boli to mówili: objawy somatyczne. Bolał mnie brzuch to do gastrologa. Bolał mnie okres to do ginekologa. Bolało mnie serce to do kardiologa itd. Każdy stwierdzał, że w sumie to nic takiego nie ma (albo dawał antybiotyk). Są mądrzejsi w końcu.

A jednak co chwile mój organizm nawalał.

Dopiero endometrioza była dla mnie momentem kiedy uświadomiłam sobie, że „hej, to nie jest normalne. Nie mam 30-tu lat a była już u większej ilości lekarzy niż moja 93-letnia babcia! Coś jest nie tak, coś musisz z tym zrobić.”

Wtedy uświadomiłam sobie, że nikt nie wie lepiej ode mnie jak się czuję, nikomu bardziej nie zależy na moim zdrowiu niż mnie samej, leczenie trochę tego i trochę tego nie działa!

Od tego czasu postanowiłam o siebie zawalczyć (nie wiem na ile to postanowienie a na ile motywacja z powodu bólu;  no cóż, nic tak nie motywuje jak ból ;]).

Ponieważ nie miałam wiedzy takiej by móc podjąć jakieś działania na chwile po operacji to zaufałam jeszcze raz lekarzowi i brałam te hormony (teraz zawdzięczam im 9 torbieli w piersiach i okropne samopoczucie w trakcie ich brania).

Duuużo się edukowałam, szukałam RZETELNYCH źródeł dot. choroby i jak sobie z nią radzić.

Ogromnym kompendium wiedzy były fora i grupy dziewczyn z endometriozą.

Stopniowo coraz bardziej zaczęłam zmieniać nawyki żywieniowe (nie było to dla mnie szokiem, ponieważ zaczęłam je wprowadzać od czasu depresji), coraz intensywniej wdrażałam się w medycynę naturalną, ziółka i suplementy. Pogłębiałam teorie dotyczącą organizmu i jego fizjologii, ale też sprawdzałam jak to ma się do rzeczywistości.

Minął rok. Do tej pory zrobiłam detox organizmu, odbudowywałam florę bakteryjną jelit, intensywnie się suplementowałam i ziółkowałam.

Starałam się także pracować na swoją „głową”. Odchemiłam środki czystości w domu i kosmetyki. Jestem eko-fanatyczką 🙂

Moim zdaniem jest spory sukces. Czuję się lepiej.

Minął rok a tyle się zmieniło, tyle sobie uświadomiłam, zmądrzałam. Nauczyłam się rozmawiać ze swoim ciałem, zaczęłam baczniej obserwować otaczający mnie świat i ludzi. Potrafię powiedzieć sobie, że nie muszę tego robić/mieć/musieć

Jednak uważam, że jeszcze sporo pracy przede mną. Obecnie jestem pod opieką dr Agrawal i to jej powierzam dbanie o moje ciało. Ja poświęcę swoją uwagę na trzymanie się dobrych nawyków żywieniowych i planuję na poważnie zająć się moją „głową”.

Wiadomo, człowiek nie zaczyna chorować z dnia na dzień i z dnia na dzień się nie wyleczy. Trzeba być przygotowanym na długi proces. „

Anna

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Drugą część artykułu przeczytasz TUTAJ


Proszę podziel się tą opowieścią – będziemy Ci bardzo wdzięczne za pomoc w szerzeniu świadomości na temat endometriozy!

Endo Kobiety

 

 



7 komentarzy do “Jak świadomie leczyć i żyć z Endometriozą – opowieści Endo Kobiet cz. I”

  1. Hanna

    6.03.2017

    Ściskam Was dzielne dziewczyny!

  2. Aneta

    7.03.2017

    Mnie najbardziej ciekawi fakt, ze w praktycznie kazdej historii kobiety chorej na endometrioze zawsze jest jakis wspolny mianownik. Zazwyczaj jest to zla dieta lub ciagnacy sie przez dlugi okres czasu stres. Dopiero poznanie historii choroby innych kobiet pozwolilo mi zrozumiec dlaczego i mnie to spotkalo. Skoro katowalam swoje cialo przez tyle lat smieciowym jedzeniem, od dziecinstwa bylam bardzo podatna na stres i zawsze tlumilam w sobie zal, to nic dziwnego, ze organizm w koncu sie buntuje. Szkoda jedynie, ze przywrocenie wszystkiemu wlasciwego porzadku jest tak niezmiernie trudne! Tak jak zostalo w tekscie wspomniane, najwaznejsze to nauczyc sie sluchac reakcji swojego organizmu. Kochajmy swoje ciala, a beda nam sie tym samym odwdzieczac😊 Pozdrawiam i gratuluje. Ten blog to kawal dobrej roboty!

    • women

      7.03.2017

      Bardzo dziękuję! Tak, zgadzam się – przywrócenie zaburzonej równowagi to proces długotrwały. Ale myślę,że nie tylko sukces w tym procesie jest istotny ale również sama droga. Dzięki niej poznajemy siebie, odkrywamy nowe smaki, „wracamy” do swoich ciał. To wszystko dzieje się w takim tempie – na jakie jesteśmy gotowe. Rozkwitamy powoli – ale jak pięknie :)!

  3. Kasia

    7.11.2017

    Moj koszmar nasilił sie po porodzie. Bardzo obfite miesiaczki, bol nie do zniesienia,skrzepy. Ja cien czlowieka. Wrocila nadczynnosc tarczycy. doszla choroba Grawesa Basedowa,stan zapalny tarczycy z autoagresji.Zeby tego bylo mało to moje dziecko do ukonczenia 3 roku zycia potrafilo budzic sie 10-15 razy w nocy.dlatego smialo moge powiedziec ze ja 3 lata nie spalam. A trzeba bylo ogarnac caly ten cyrk, isc do pracy i nie kopnac w kalendarz. Horror. O Endo dowiedziałam się 2 lata temu.ciągle szukałam pomocy bo brzuch bolał coraz bardziej, nieustajacy niedobór ferrytyny pomimo ciągłego łykania żelaza i miesiączki w których się wykrwawialam.slablam w oczach.aż w końcu jeden z ginekologow oświadczył że prawdopodobnie to endometrioza. Uff i co dalej? Zdecydowałam się na hormony.bardzo się bałam i nadal boję ale zaczelam normalnie żyć.moje wyniki sie poprawily, ja czuję się silniejsza. tarczyca zaczela sie uspokajac. Od porodu minęło ponad 5 lat. Jak mam zrobić przerwę na krwawienie to wiem że będą to dni wyjęte z zyciorysu. Sa takie momenty ze siadam i wyje z bezsilnosci.Moje życie od początku było trudne,pełne łez i stresu.chciałam żeby coś się zmieniło na lepsze to pojawiła się ona.myślę o 2 dziecku ale zaraz pojawia się paralizujacy strach. Przed tamtym koszmarem. Tak teraz jest lepiej,zaczynam bardziej świadomie żyć ale z tyłu głowy jest lęk i niepewność. Tak dużo muszę unieść ze nie wiem czy będę w stanie do końca to zaakceptować i pogodzić się z tym.

    • women

      22.11.2017

      Często wszelkie choroby uaktywniają się po porodzie (nawet do 3 lat). Ciąża, poród i opieka nad maluchem to bardzo wymagający czas. Sprzyjający powstawaniu niedoborów. Niedobory niestety osłabiają nasz organizm, który nie jest wstanie sam regulować patogenne procesy które mogą się aktywować. Do tego dochodzi stres i brak odpoczynku. Siedzimy jak na bombie. Warto mieć tą świadomość i zadbać zdecyowanie o siebie. Endo jest bardzo trudną chorobą. Złożoną, wiążącą się z z trudnym bólem. Ale można ją opanować. Myślę, że przedstawione tu opowieści Kobiet dają wiarę i siłę do pracy nad sobą.

Trackbacks/Pingbacks

  1.  Jak świadomie leczyć i żyć z Endometriozą – opowieści Endo Kobiet cz. II • Women's Matters

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *