Jak świadomie leczyć i żyć z Endometriozą – opowieści Endo Kobiet cz. II

Jak świadomie leczyć i żyć z Endometriozą – opowieści Endo Kobiet cz. II

Hania postrzega endometriozę jaką cichą towarzyszkę z którą coraz lepiej się dogaduje. Karo to wojowniczka. Rozpracowuje endometriozę wschodnimi systemami medycznymi.

Ania, nie próżnuje. Co chwilę odkrywa kolejną metodę naturalną, którą wciela w życie. Monika, którą endometrioza zmusiła do bardzo poważnej ingerencji w swoje ciało, dziś ambitnie i z pasją oddaje się diecie i aktywności.

To kolejne cudowne Bohaterki, które pokazują jak świadomie leczyć i żyć z endometriozą. Piękne świadectwa.

Zapraszam Was bardzo serdecznie na II część artykułu. Pierwszą możesz przeczytać TUTAJ.

Proszę udostępnij tą opowieść. Prosty ruch, który bardzo nam pomaga szerzyć wiedzę  na temat endometriozy.

A potrzeba jest ogromna.

————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Dziś nie czuję oddechu endometriozy na karku. Kiedyś myślałam o niej, jak o paskudnej, niemożliwej do opanowania, wciąż odnawiającej się chorobie, która uprzykrza życie niemal w każdym aspekcie.

Dziś bardziej postrzegam ją jako cichą towarzyszkę. Jest tam sobie cały czas, za to nie paraliżuje moich planów, nawet dobrze się dogadujemy. Są też zgrzyty między nami, ale nie bójki na noże;) Rozpracowałam ją na czynniki pierwsze i wiem, jak „zamknąć jej usta”.

Mimo efektów zdrowotnych, których się nie spodziewałam, nie mówię o endometriozie w czasie przeszłym. Każdego dnia robię coś z myślą o moim zdrowiu. Ok, nie mam charakterystycznych objawów, nie czuję bólu (do dziś nie mogę w to uwierzyć, że okres nie musi oznaczać wylądowania na SOR), ale mój organizm nadal jest słaby.

Wymaga ciągłej troski. Wystarczy, że się zapomnę, pominę zalecenia, dołożę sobie obowiązków, przeżyję jakiś niewielki stres – bach! Opadam z sił, miesiączka nie jest już taka bezproblemowa, jelita dają mi w kość, żołądek się odzywa, jakaś infekcja się przypałęta, krwawienie nie takie jak powinno, PMS – mam to jak w banku. To i tak „pikuś” w porównaniu do perypetii sprzed kilku lat.

Wiem, że jeśli odpuszczę, to cały mój wysiłek pójdzie na marne. I to mnie mobilizuje. Po chwilach słabości szybko wracam na dobre tory.

I choć czasem wkurza mnie, że nie mogę odpuścić, zapomnieć się, to w zasadzie są to już moje nowe nawyki. Weszły mi w krew po jakimś roku od ich wcielenia w życie. Wiem, że zyskałam na tym w każdym, możliwym aspekcie. I psyche, i fizycznym, i rodzinnym, i zawodowym… Jednak potrafię się zirytować, że nie jest idealnie.

Niby jestem świadoma tego, że lata zmagania z endometriozą osłabiły mnie maksymalnie. Do tego mam też inne dolegliwości i od urodzenia nie należę do tych silnych z natury.

Ale czasem spoglądam na inne, silne, energiczne kobiety i też bym tak chciała – już, teraz, zasłużyłam J Hola, hola! Posmucę się, przetłumaczę sobie, zaakceptuję taki stan i przestaję się w nim zatracać.

Co robię, żeby żyć pełnią życia z moją endo? Na przykład kładę się wcześniej spać. Wieczorem zaparzam ziółka na drugi dzień, szykuję zdrowe posiłki do pracy. Przed snem smaruję się naturalnym progesteronem.

Kuleją u mnie ostatnio okłady z oleju rycynowego – nad tym potrzebuję przysiąść. Bo faktycznie lżej się po nich czułam, zrosty tak nie ciągnęły, jelita lepiej pracowały.

Rano biorę obowiązkowo probiotyk, do ciepłego śniadania porcja witamin, magnez… Pamiętam też o zdrowych tłuszczach, które hamują stany zapalne. Mam w lodówce zwykle olej z wiesiołka, łykam też tran, witaminę D z K2, C… robię przerwy, stosuję je wymiennie, np. z B12, której mi brakuje.

Moja stała pozycja w zaleceniach od dr Agrawal to krople na oczyszczanie. Po reakcji organizmu widzę, że to nadal mój słaby punkt.

W pracy staram się podchodzić na spokojnie do swoich obowiązków. W weekendy rezerwuję czas na wypoczynek, ale też planuję zdrowe posiłki na cały tydzień. W tym wszystkim samopoczucie psychiczne to priorytet.

Przekonałam się, że żadne specyfiki, choćby wszystkie z natury i w dużych ilościach, ani aktywność fizyczna, nie zdadzą egzaminu, jeśli nie popracuję nad równowagą emocjonalną.

Na to przeznaczyłam kilka lat i uważam, że właśnie na zmianie sposobu myślenia zyskałam najwięcej!

Hanna

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Długo nie wiedziałam od czego powinnam zacząć moja historie. Tak bardzo chciałabym się podzielić z wami wszystkim co wiem o endometriozie i czego endometrioza nauczyła mnie o życiu i moich emocjach.

Należę chyba do tych szczęśliwych przypadków, które mogą głośno powiedzieć,  że żyję bez bólu i to w miarę normalnie.Użyłam tutaj słowa „w miarę normalnie” celowo, bo moje życie/nasze życie po diagnozie nigdy już nie będzie normalne. I tu uważam tkwi sedno życia z endo.

Ja tego nie rozumiałam a może nie chciałam zrozumieć zwłaszcza w początkowej fazie.

O endo nigdy nie słyszałam przed diagnozą i naiwnie wtedy zaufałam pierwszej lekarce, która postawiła mi ta „hipotetyczną” diagnozę: „weźmie pani Visanne, zajdzie w ciąże i się wyleczy”. Wytrwałam na Visanne 3 miesiące a skutki brania tego leku, kto wie, być może zbieram do dzisiaj (walka o maleństwo nadal trwa).

Widziałam około 10 lekarzy zanim udało mi się trafić na kogoś, kto mnie nie tylko wysłuchał, ale przede wszystkim przeprowadził bardzo dokładny wywiad.

Moja lekarka (szanowana specjalistka od endo w kraju w którym mieszkam) od pierwszej wizyty nie owijała w bawełnę. Dała mi do zrozumienia, że w tej chorobie ona może jedynie mi pomoc walczyć z bólem. A jeśli nie będzie wyjścia przeprowadzi laparoskopie (bez nacisku).

To właśnie ona zasugerowała mi, bym zaczęła po prostu czytać o chorobie na stronach internetowych, po to by nauczyć się z nią żyć…

Właśnie wtedy tak łopatologicznie dotarło do mnie, ze jeśli ja sobie sama nie pomogę, to będę skazana na życie od operacji do operacji, tylko co to za życie?

Potraktowałam to jak wyzwanie. Zaczęłam szukać pozytywnych historii w internecie. Uwierzcie mi, nie było to łatwe zadanie. Ale znalazłam taka historię, która mnie zmotywowała do działania!

Rozpoczęłam od diety i tu skoncentrowałam się na diecie alkalicznej oraz zainspirowana wyprawą do Japonii – diecie makrobiotycznej przeciwzapalnej, zapobiegającej rakowi. Zupełnie intuicyjnie wtedy, zmieniłam dietę z chłodnej (sałatki warzywne) na ciepłą ale na tamtym etapie moja dieta nadal była pełna soków warzywnych, sałatek warzywnych.

Przekonałam się dopiero parę lat późnej, że wg Medycyny Chińskiej dieta kobiet z endo powinna być w całości oparta na posiłkach, napojach ocieplających a nie wychładzających

Życie z endo to ciągły rozwój i często nauka na własnych błędach. Miałam wrażenie, że świetnie sobie radze bazując na diecie bez cukru, glutenu, kawy, laktozy czy alkoholu.Do czasu gdy 6 cm cysta pojawiła się, po 4 miesiącach od i tak długo zwlekanej laparoskopii, która miała przecież przynieść poprawę standardu życia na okres dłuższy niż 4 miesiące!

Zrozumiałam wtedy, że mimo wiedzy często popełniam drobne błędy. I muszę zacząć szukać ludzi, którzy mnie będą prowadzić we właściwym kierunku. Wzięłam udział w wykładzie o hormonach przeprowadzonym przez Dr Marilyn Glenville.  Dzięki temu mogłam podejść z większym zrozumieniem do suplementów.

Dlatego regularnie przyjmuje witaminę C, D, B12, omega 3, chrom, (magnez i witaminę B6 w sytuacjach wywołujących stres – na przykład intensywny początek miesiąca w pracy).

Na tym etapie zwróciłam się o pomoc do zielarki. Przeprowadziła ona dokładną analizę mojej diety i zasugerowała parę zmian. Dodałyśmy oprócz mieszanek z ziół, wyciągi z ziół (receptura znana zielarce), wodę z cytryna (z pieprzem kajeńskim lub imbirem) pita na czczo i w ciągu dnia (z imbirem), wodę filtrowana w ilości od 1,5 do 2 litrów oraz całkowitą eliminację jajek na okres paru miesięcy.

Refleksologia – kupiłam poradnik I nauczyłam się masować piety zawłaszcza punkty narządów rozrodczych oraz kumulacji stresu.

Akupunktura – to mój czas dla siebie a jakie pozytywne efekty zwłaszcza w kwestii walki z bólem. Jeśli mam cystę (tak jeśli!) to poddaje się zabiegom raz w tygodniu do czasu kiedy nie ma takiej potrzeby. I domyślam się, że większość z was myśli sobie to co z ta cysta się dzieje? Znika! W ciągu 2 lat dwa razy cysta czekoladowa zniknęła ku ogromnemu zdziwieniu lekarzy! (rok czasu pomiędzy jednym jak i drugim epizodem).

Sport – dziewczyny, to jedno z najbardziej potężnych narzędzi do walki z endo! Biegajcie (zwłaszcza przed spodziewana miesiączką), spacerujcie i świadomie oddychajcie!

Joga – jestem przekonana, że dzięki jodze YIN problem zrostów jest mi obcy. Joga YIN nauczyła mnie tez czegoś innego – skupienia, wyciszenia, wyłączenia i kontroli umysłu nad ciałem, Co w efekcie doprowadziło do pogodzenia się z endo.

Pokój z endo to faza akceptacji, zrozumienia „wroga”, życia z nim w symbiozie na tyle że codzienna walka i ta codzienna dyscyplina przestaje być walka a stylem życia.

 

Psychika – dbajmy o nią! Naukowowo już zostało potwierdzone, że endo towarzyszy stres zbliżony do stresu ludzi walczących z rakiem. Bądźmy tego świadome.

 

Dbajmy o relaks nawet jeśli oznaczałby on wyjście z psem na spacer czy na przykład co tygodniowa kąpiel w solach i olejkach eterycznych a może medytacje, modlitwę.

Prawda jest taka, ze nikt za nas pracy nie wykona, bo endo to jest nasza osobista lekcja życia. Egzamin można oblać lub zdać.

Każdy przypadek endo jest inny. Szukajcie zaufanych lekarzy, specjalistów od medycyny holistycznej, inwestujcie czas na edukacje siebie i znajdźcie swoja własną formę do przejścia przez życie z endometrioza. Powodzenia!

Karo

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Endometrioza wywróciła moje życie do góry nogami.

Przeszłam przez niemal wszystkie fazy jakie mogą tylko pojawić się przy długofalowej chorobie: od przerażenia, przez bezsilność, rozpacz, depresję, po totalną wściekłość. Zaliczyłam również fazę nienawiści do własnego ciała i braku akceptacji. A to tylko wierzchołek góry lodowej.

Po latach nieefektywnej walki postanowiłam całkowicie zmienić drogę i przenieść się na inny front. Tym frontem jest długi, żmudny i wymagający wytrwałości proces drogi leczenia naturalnego. Wbrew pozorom to leczenie konwencjonalne było bardzo ograniczone. Farmakologia i zabiegi chirurgiczne, nic poza tym.

Natomiast w leczeniu naturalnym mamy szeroki wachlarz przeróżnej maści metod terapii! Przeciętny człowiek ograniczony do łykania tabletek kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Niestety zbytnio ulegliśmy masowemu zaufaniu do służby zdrowia. To zaufanie wykorzystują koncerny farmaceutyczne, niestety. Lekarze nie wysilają się zbytnio. Tak naprawdę zbywają nas a nie leczą…

W końcu na polu walki zostałam ja i endometrioza. Zamiast lekarzy preferujących faszerkę hormonami postanowiłam odwiedzić tych, którzy leczą holistycznie. Miałam dość tego, że chodzę do 10-u lekarzy różnej specjalizacji a wcale mi nie pomagają.

Lekarz z podejściem holistycznym, patrzy na mnie całościowo! To dlatego od jednego lekarza, można dostać zalecenia na kilka metod leczenia jednocześnie

Moja lista metod jest coraz dłuższa. Sprawdzam na sobie przeróżnej maści zabiegi jakie oferuje medycyna niekonwencjonalna…

Zaczęło się od diety, była też akupunktura, hirudoterapia (pijawki), terapia manualna, zioła, detoks, odrobaczanie, refleksologia, terapia u psychologa, bańki próżniowe, bańki chińskie, medytacje, modlitwa… To te najważniejsze.

Paradoksalnie można stosować kilka metod jednocześnie. Dzięki temu organizm lepiej współpracuje. Oprócz metod leczniczych włożyłam ogromny wysiłek w pracę nad moją duszą i psychiką. Pomógł mi psychiatra i psycholog.

Zaczęłam traktować poważnie to co dzieje się z moim organizmem. Tak jakbym zaczęła siebie szanować na nowo.

Z czasem wraz z szacunkiem nadeszła akceptacja! Już nie noszę w sobie torby złości, żalu i gniewu o moje cierpienie. Endometrioza nauczyła mnie dziękować za każdy dzień bez bólu.

Wszystko tak naprawdę zaczyna się w głowie. Zaczęłam od emocji związanych z postępem choroby, potem praca nad nawykami i przekonaniami. To uruchomiło cały łańcuch zmian, jedne przyciągały następne. Być może wyda się to absurdalne ale dziś na wszystko patrzę zupełnie inaczej.

Nie mam w sobie tych negatywnych uczuć które rozbrzmiewały we mnie przez większość życia. Nie jestem zła ani wściekła z powodu choroby. Po prostu jestem z tym pogodzona. Akceptuję moje ciało i nie mam pretensji o to, że choruje. Nie mam żalu i innych tego typu emocji.

Wszystkie te emocje zastąpiłam pozytywnymi. Cieszy mnie każdy dzień bez bólu, każdy dzień w którym mogę wypełnić wszystkie swoje obowiązki. Cieszy mnie promień słońca i uśmiech mojego dziecka.

Nigdy w życiu nie miałam w sobie tyle spokoju co teraz. I śmiało mogę stwierdzić, że tą przemianę zawdzięczam endometriozie.

 

Nie przestałam całkowicie cierpieć. Eliminacja bólu to nieustanny proces i główny cel do którego dążę. Zestawienie jest bardzo proste: wyeliminowałam bóle poza menstruacją. Okres trwa zaledwie 4 dni a nie 7-8 jak dawniej, nie jest obfity ani ze skrzepami. Ból trwa jedynie przez 2 dni a nie przez 3 tygodnie non stop.

Różnica jest ogromna a ja nie ustaję w dalszej współpracy z Endo. Zamiast walki wybrałam współpracę. Polecam każdemu.

 Anna


Witam. Mam na imię Monika. W tym roku kończę 39lat. 6 lat temu poddałam się pełnej histerektomii.

Ktoś zapyta „ale dlaczego tak młoda kobieta robi takie rzeczy, przecież endometrioza to nie wyrok śmierci”.  Może tak, może nie. Dla mnie to był koniec pewnego rozdziału a początek nowego życia.

Życia bez bólu, bez łez, bez zbędnych nadziei, że kolejny lek będzie cudownym uzdrowieniem. Niestety trzeba otwarcie powiedzieć ENDOMETRIOZA TO CHOROBA NIEULECZALNA.

Dlaczego to zrobiłam? Odpowiedz jest krótka. Zawsze byłam inna. Zawsze robiłam rzeczy wbrew normalnemu myśleniu. Zawsze mówiłam co myślę i robiłam to, co uważam za słuszne.

I tak było tym razem. Był rok 2001 grudzień pamiętam jak dziś. Zaczęło się niewinnie od bólu podbrzusza. Tydzień przed Wigilią idę do szpitala dostaje dożylnie antybiotyk. Pierwsza diagnoza zapalenie jajników i przydatków. I tak historia powtarza się trzy krotnie w przeciągu dobrego pół roku. W końcu we wrześniu 2002 zostaje zrobiona pierwsza laparoskopia. Diagnoza ENDOMETRIOZA. Na dzień dobry dostaje danazol. I od tego momentu zaczynam na dobre przygodę z „przyjaciółką”.

Z powodu Endo posunęłam się do ostatniego kroku jakim jest usuniecie narządów rodnych lub jak to niektóre z kobiet mówią ładnie „symbol kobiecości”.

Zrobiłam to, nie słuchając w pewnym momencie już nikogo, lekarzy, rodziny, znajomych. Słuchałam tylko własnego głosu sumienia i serca.

Ktoś powie, że to egoistyczne, że bałam się bólu, który towarzyszy przy endometrioze. Że to nienormalne, żeby kobieta w wieku 33lat okaleczała się w ten sposób.

Może tak jest, może większość z osób, które mnie osądzają w ten lub inny sposób maja racje, ale ja wiem jedno zrobiłam to w zgodzie z sama sobą. Wiedziałam na co się pisze. Byłam świadoma pozytywnych jak i negatywnych konsekwencji ostatniej decyzji, którą podjęłam.

Blizny, które dziś są już bardzo mało widoczne, są w mojej głowie. W moim sercu, w mojej psychice. Jak patrzę na nie to za każdym razem przypominają mi o bólu cierpieniu i walce jaka toczyłam przed dobre 12lat.

Pomimo, że w jakiś sposób uporałam się z chorobą, to prawda jest jedna, ona jest we mnie i zostanie ze mną do końca moich dni…

Nie żałuje tego co zrobiłam. Jestem szczęśliwa i spełniona…

KOLEJNY ETAP ŻYCIA NOWA JA.

Leczenie hormonalne, przyspieszona menopauza, ciąża z 30kg bagażem oraz cztery operacje, nie wpłynęły na moje życie w pozytywny sposób. Przeciwnie. Z uśmiechniętej aktywnej dziewczyny, zrobiłam się wrakiem człowieka.

Choroby współistniejące tj. RZS zapalenie mięśnia sercowego, Hashimoto oraz  terapia hormonalna zastępcza to wszystko musiało mieć swoje konsekwencje. Organizm nie wytrzymał w tak młodym wieku takiego zawirowania. Waga szła w górę a moja samoocena w dół.

Pytałam czy tak musi być? Odpowiedz była zawsze jedna TAK. Taki Pani urok. Płakałam nie mogłam patrzeć na siebie dusiłam się sama w sobie i w swoim ciele. Pewnego dnia stwierdziłam, że tak nie może być.

Wielokrotnie stojąc przed lustrem patrzyłam na siebie i zadawałam sobie pytanie „gdzie jest Monika z przed lat?” odpowiedz była zawsze jedna „nie ma”.
Kiedy dmuchałam świeczki na torcie w grudniu 2013r. pomyślałam sobie życzenie „czas wrócić do gry”.

Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Wiedziałam, że mogę nie dać rady bo przecież mam 35l i jestem chora. Ale wiedziałam jedno, że jak nie spróbuje to będę żałować do końca życia.

Zaczęłam spełniać moje marzenie – marzenie o normalnym przede wszystkim aktywnym życiu. Nie robię bardzo wielu rzeczy co kiedyś. Denerwuje się, bo bym chciała. Ale wiem jedno – mój upór i determinacja uratowała mnie przed zabiciem siebie samej.

WALCZCIE O SWOJE MARZENIA I PAMIĘTAJCIE MARZENIA SIE NIE SPEŁNIAJĄ MARZENIA SIĘ SPEŁNIA W KAŻDYM WIEKU.

Od ponad trzech lat prowadzę w miarę aktywny i zdrowy tryb życia. Często ludzie zadają mi pytanie jak to się robi. Zawsze odpowiedź jest jedna: w tym wszystkim chodzi o zmianę swojego stylu życia i odnalezienia w zmianie diety i aktywności fizycznej zwyczajnie zadowolenia.

Sukces tkwi w szczegółach. Nie da się w dwóch zdaniach dać gotowej recepty. Polubienie i znalezienie w tym wszystkim sensu, jest sposobem na życie. Trzeba obserwować siebie i własne ciało, bo każdy reaguje inaczej na ruch i zmianę diety.

Wszystko zaczyna się w głowie i to od nas samych zależy czy się uda czy nie.

Trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy. Jest to proces długotrwały i na efekt trzeba poczekać. Ile? Na to nikt nie zna odpowiedzi. Wiem, że warto i jest to opłacalne lepiej niż lokata w banku.

Systematyczność i cierpliwość to klucz do całej zagadki pt „chcę być zdrowa i szczęśliwa”.

Monika


Pierwszą część artykułu przeczytasz TUTAJ

————————————————————————————————————————————————————————————————————————–

 

Proszę podziel się tą opowieścią – będziemy Ci bardzo wdzięczne za pomoc w szerzeniu świadomości na temat endometriozy!

Endo Kobiety

 

 



3 komentarze do “Jak świadomie leczyć i żyć z Endometriozą – opowieści Endo Kobiet cz. II”

  1. Ania

    10.03.2017

    Mam pytanie odnośnie kropli na oczyszczanie o których pisze Hania. Jak się nazywają? Na co konkretnie działają?

    • Hanna

      11.03.2017

      Aniu, to krople czeskiej firmy Joalis, dobrane indywidualnie pod słabości mojego organizmu.

Trackbacks/Pingbacks

  1.  Jak świadomie leczyć i żyć z Endometriozą - opowieści Endo Kobiet cz. I • Women's Matters

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *