Leczenie endometriozy: bądź głosem, nie echem!

Styl życia |
Leczenie endometriozy: bądź głosem, nie echem!

Jednym z potężnych komponentów powrotu do zdrowia jest partnerska relacja z lekarzem czy terapeutą. Wiara i zaufanie do osoby prowadzącej jest równie istotna, co wybór metody leczenia. 

Tego wyboru dokonujemy my same. Warto wybierać świadomie. Kreowanie własnego zdrowia i jego utrzymanie to nasza odpowiedzialność. Bądźmy w tym procesie głosem, a nie echem.

Marzec to miesiąc skupiony wokół budowania świadomości endometriozy. Pojawiają się wywiady w mediach, wydarzenia, spotkania z lekarzami.

Na początku marca opublikowano artykuł Endometrioza – kliniczny obraz bólu, po przeczytaniu którego wrócił do mnie świeżo pożegnany lęk związany z chorobą. Artykuł to obraz stosunku medycyny akademickiej wobec tej choroby.

Rzeczywistość, w której porusza się obecnie co 10 kobieta na świecie. Porusza, a raczej bezsilnie odbija od kolejnych drzwi specjalistów.

Ogniska endometrialne potrafią wszczepić się nie tylko w organy rodne, ale wędrują też do jelit, pęcherza, odbytu, a nawet w rejon klatki piersiowej.  Podczas miesiączki ogniska we wszystkich tych organach krwawią. Powodują porażający ból.

Dochodzi do poważnych dysfunkcji układu rodnego, pokarmowego, moczowego. Tutaj rodzi się problem. Bo choroba, która obejmuje kilka układów organizmu, do jakiego specjalisty nas kwalifikuje?

Proces rozwoju endometriozy trwa latami. Kobieta z grubą teczką badań błąka się od ginekologa do gastrologa, urologa, chirurga. Nikt nie chce podjąć się leczenia. Często zanim dojdzie do poważnych zmian, w obrazie klinicznym wszystko wygląda w porządku. Parametry badań są tylko nieco przesunięte.

Kobieta czuje, że wariuje. Zastanawia się czy to nie dzieje się tylko w jej głowie. 

Odkrycie, które zmieniło moje życie

Kiedy 4 miesiące po porodzie choroba znów mnie zaatakowała, wylądowałam z chronicznym bólem na izbie przyjęć. Trafiłam na ginekologię. Próbowali dojść co mi jest do momentu, gdy pojawiło się magiczne słowo „endometrioza”.

Miałam wrażenie, że wybawiłam ich z problemu. Mają co wpisać w papiery i mogą odesłać do domu. Skarżyłam się na silny, palący ból w obrębie całej jamy brzusznej, więc odesłali mnie jeszcze do chirurga.

Ten dostał papiery z informacją kluczową, więc spokojnie mógł z oburzeniem zareagować na moje przybycie. Przecież endometrioza to choroba ginekologiczna – więc co ja tu robię! Nie wykonał żadnego badania, nie zapytał praktycznie o nic. Mam liczne zrosty na jelitach, więc po drodze był jeszcze gastrolog – to spotkanie niczym nie różniło się od poprzednich.

Endometrioza wyjaśniała im wszystko. A mnie pozostawiała z potwornym, nieprzemijającym bólem i poczuciem bezsilności.

Problem pojawił się w chwili, gdy debatowano kto ma się podpisać pod moim wypisem. Nagle zrobiło się ryzykownie, bo trzeba wziąć odpowiedzialność za wypis pacjentki.  Skoro przyjęli na ginekologię to niech tam podpiszą. Podpisali. Dali zastrzyk z ketonalu, relanium na uspokojenie. I tyle.

Wracałam w nocy do domu, po 8 godzinnym pobycie, spędzonym głównie na czekaniu i wysłuchiwaniu kto ma się mną zająć. Całą moją energię pochłaniała walka z bólem, który nie odpuszczał już od kilkunastu dni.

Mit upadł – ciąża nie leczy endometriozy.

Nie miałam siły skręcić do domu – dojmujące uczucie. Byłam świeżo upieczoną mamą, czekało na mnie 4-miesięczne niemowlę. Wycieńczona bólem i sytuacją, nie miałam siły przygotować się do nowej roli.

Paradoksalnie, ta bezsilność musiała mnie obezwładnić,
żeby odzyskać siłę na nowo.

Dotarło do mnie, że to ja sama muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Przecież tak nie mogę żyć. Muszę szukać, dowiadywać się, zdobywać wiedzę. To ja jestem odpowiedzialna za swoje zdrowie. I to ja tym procesem kieruję.

Bierność skazuje mnie na ślepe procedury systemu. Systemu, który przeznaczył 2444 zł na operację pacjentki z głęboką endometriozą. Operacje wymagające i  często znacznie bardziej skomplikowane niż operacje onkologiczne!

Marzec – miesiąc świadomości endometriozy

Pojmuję ten czas na dwa sposoby.  To nie tylko moment budzenia świadomości wśród społeczeństwa, ale przede wszystkim – czas budzenia naszej świadomości. To moment, kiedy  sama możesz stać się aktywną kreatorką swojego zdrowia!

Wydaje się, że w momencie rozwoju choroby, tracimy poczucie, że wszystkie zasługujemy na dobre i pełne energii życie. Dezerterujemy i oddajemy się biernie w ręce systemu, który ten temat traktuje marginalnie.

Odwrócenie tego procesu wymaga odwagi i zaufania do siebie

Większość z nas wychowano w lęku przed podejmowaniem decyzji, przed popełnieniem błędu.  Dlatego o wiele łatwiej jest przekazać odpowiedzialność za nasze zdrowie, zamiast wziąć je na siebie. Wiele kobiet z endometriozą w pewnym momencie rezygnuje z szukania własnej drogi do leczenia lub po prostu nie wie, jak sobie poradzić z chorobą i zdaje się na lekarzy.

Tymczasem specjalistów od endometriozy jest jak na lekarstwo i większość oferuje to samo – hormony, które mogą na jakiś czas wyciszyć endometriozę kosztem zdrowia innych organów. Wtedy choroba powraca ze zdwojoną siłą, a osłabiony organizm nie ma sił z nią walczyć. A potem kolejna operacja niszcząca układ odpornościowy. Słabe rozwiązanie!

Nie musisz poddawać się kolejnym wyniszczającym terapiom i zabiegom

Poznaj swój organizm. To wymaga pracy, poszukiwania i zdobywania wiedzy.  Łączenia informacji z wielu źródeł. Ale jedynie takie kroki pomogą zapanować nad chorobą. Wybieraj z rozwagą zarówno lekarza, jak i metodę leczenia.  Dąż do partnerstwa w tej relacji. Zadaj sobie pytania:

  • Czy wychodząc z gabinetu czuję się spokojna i bezpieczna?
  • Czy moje potrzeby są zaspakajane?
  • Czy ta metoda leczenia jest w zgodzie ze mną i moim ciałem?

Sama zdecyduj, z jaką terapią czujesz się dobrze 

Dla jednej będzie to połączenie diety i naturalnych hormonów z uzupełnianiem witamin, a dla innej okłady z oleju rycynowego, joga i głęboka praca na warstwach podświadomości. Twój wybór zależy również od sytuacji:

  • Czy starasz się o dziecko czy jesteś tuż po operacji?
  • Czy czujesz, że Twoje ciało dobrze reaguje na tę formę terapii?
  • Czy czujesz, że jesteś na właściwej drodze?

Bądź otwarta i szukaj rozwiązań dla siebie. Zadawaj pytania i wsłuchaj się w swoje ciało i emocje.

Twoje ciało przez ból, krwotoczne miesiączki, mięśniaki, guzy i torbiele „wstrząsa” Tobą, by zwrócić na siebie uwagę. Tylko Ty wiesz, na jaki problem zwraca uwagę. I to tylko Ty jesteś wstanie wskazać, które rozwiązania są dla Ciebie najlepsze. Wsłuchaj się w rytm swojego ciała i swojej intuicji.

Odpowiedź jest w Tobie,
a nie w ustach ekspertów

 Odzyskaj swoją siłę. I to Ty nią zarządzaj

Ta siła pozwoli Ci zadbać o siebie w społeczeństwie. Odmówić. Realizować tylko to, co czujesz. Pozwoli rozważnym, świadomym głosem opowiadać o chorobie. Budować wiedzę wśród najbliższych. To pozwoli otworzyć się ludziom wokół nas. Często niewiedza blokuje. Boimy się tego, czego nie znamy.

Wszyscy słyszeli o cukrzycy, stwardnieniu rozsianym, reumatoidalnym zapaleniu stawów. Potakują w towarzystwie głową, że wiedzą (a przynajmniej słyszeli) o takiej chorobie. A ile razy spotkałaś się z sytuacją:  Endometrioza? A co to jest? No cóż, choroba przewlekła, doprowadzająca do poważnych dysfunkcji narządów, ogarniająca kilka układów w organizmie, porażająca swoim bólem, znacznie obniżająca jakość życia – czas na głos w tej sprawie!

Żeby móc solidnie budować świadomość społeczeństwa, same musimy być osadzone w swoich ciałach. Musimy je czuć całą sobą. Wtedy emanujemy mądrością, siłą, spokojem. Nasz przekaz trafia celnie. Taka postawa nie pozwoli na marginalne traktowanie.

Tylko świadome wybory sprawiają, że historie naszych mam i babć nie muszą się powtarzać. 

Już Hipokrates mówił, że:

Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą własnością i powinien uczyć się, jak sam może leczyć swoje choroby.



8 komentarzy do “Leczenie endometriozy: bądź głosem, nie echem!”

  1. Viola Voila

    23.03.2016

    Potrzebny głos w sprawie endometriozy! Otrzeźwiający. Tylko jak znaleźć kogoś kto poprowadzi za rękę w tym procesie zdrowienia prosto do celu, a nie krętą drogą?

    • women

      24.03.2016

      Tak, zgadzam się! Jest potrzeba silnego głosu w sprawie endometriozy. Choroba ciągle traktowana marginalnie a dotyka obecnie już co 10 kobietę! Nie możemy dawać się zbywać i zadowalać chwilowymi rozwiązaniami. To jest choroba przewlekła – potrzeba zmiany, która da długoterminowy efekt.

  2. "Słoneczna"

    20.04.2016

    Proszę, piszcie o tym z determinacją…
    Angażujcie się, zrzeszajcie, pozyskujcie jak najwięcej „endowojowniczek”, które przekonają społeczeństwo, że warto zmieniać świat na lepsze… i żyć zdrowo…
    Trzeba rzecz jasna zacząć od siebie. Ale czasem to bardzo trudne…
    Ile kobiet cierpiało kiedyś, nie wiedząc, że to endometrioza?! Tylko mądry lekarz-ginekolog mógł dobrze poprowadzić, doradzić, pokierować na badania, zabiegi, do sanatorium. Ale tylko mądry lekarz. A jest (czy było) ich zapewne niewielu, a może tylko jednostki…
    Należę do tych, które najprawdopodobniej borykały się z tą chorobą przez lata. Żyję i funkcjonuję od kilku lat coraz lepiej.Na szczęście jestem już w okresie pomenopauzalnym. Dla mnie ratunkiem była autorefleksja, pomoc najbliższych (gdy sytuacja sięgnęła dna), dobra psychoterapia, dieta św. Hildegardy, polegająca nie tylko na orkiszu i warzywach ale również innych suplementach diety i – może to dla niektórych zabrzmi obco – zwrócenie się do Boga. Jedynego, najlepszego uzdrowiciela. To wszystko postawiło mnie na nogi!!!
    Życzę zatem powodzenia. I modlę się do Dobrego Ojca, aby wam się powiodło, w co mocno wierzę…

    • women

      29.04.2016

      Bardzo dziękuję za podzielenie się krzepiącym komentarzem! Wszystko co Pani zrobiła kilka late temu wstecz – jest aktualne! Dieta, praca z emocjami, odblokowanie ciała, wsparcie! Myślę, że to również zaprocentowało i obecny dojrzały okres kobiecości przebiega bez większych zaburzeń. W końcu w młodości już pracujemy na naszą menopauzę 🙂

  3. Paradise

    28.04.2016

    Jestem po 5 nieudanych in vitro w ramach programu rządowego…
    Mój udział w nim zakończył się brakiem ciąży…
    Wszystko przez te cholerne paskudztwo jakim jest endometrioza i hashimoto z którymi meczę się prawie 7 lat. A dopiero od 2 lat wiem o tym, że to endometrioza.
    Przez te lata każdy lekarz do którego trafiłam zbywał mnie. Czułam się jak hipochondryczka…
    A ból mam niesamowity. Miałam laparoskopię 2 lata temu, brałam visanne. Miałam starać się o dziecko. Nie udało się. Dostałam się do programu rządowego. 3 stymulacje, 5 transferów nie udanych.
    Tak jak piszesz. Cały segregator różnych badań, pobytów w szpitalu.. .

    Teraz czeka mnie histeroskopia w celu usunięcia polipa endometrialnego z macicy. 3 tygodnie temu miałam ostatni transfer mając zapewne już ten polip w macicy.
    A wiadomo, że z nim nie miałam najmniejszych szans na przyjęcie zarodka.

    Wróciłam do punktu wyjścia. Dalej walczę z tą przeklętą chorobą, która odbiera mi szanse na macierzyństwo…

    • women

      29.04.2016

      Endometrioza jest bardzo trudną i wymagającą chorobą. Silnie psochosomatyczną, trzeba do niej podchodzić na wielu obszarach jednocześnie. Oczyszczenie organizmu – dieta antyzapalna obowiązkowo, wzmacnianie ( nasze organizmy w tej chorobie są wyjałowione tak jak w chorobie onkologicznej), zmiana stylu życia – praca z emocjami. Trzeba działać kompleksowo. Można – naprawdę poczuć się lepiej! Opanować tą chorobę, odblokować ciało…. a z czasem i uzyskać ciąże.
      Przy słabym, wyjałowionym, spiętym organizmie ciąża ma słabe szanse się rozwinąć… A chodzi nam przecież o zdrową i silną ciąże..

  4. Ewa

    25.11.2016

    W jaki sposób odblokować ciało i umysł? Walczyłam o ciążę 8 lat, już teraz nie walczę…

    • women

      25.11.2016

      Może to Twój pierwszy krok, żeby właśnie się odblokować…ja praktykuje pracę z oddechem, polecam joge, chi – kung – pięknie porusza energię i odblokowuje ciało. Do tego ważna jest umiejętność każdego dnia wsłuchiwania się w siebie. Swoje potrzeby, uspokajanie myśli. Paradoksalnie kiedy odpuściłam w kolejnej próbie o ciąże – udało się. Ale dużo pracowałam – również z terapeutą. Polecam z całego serca. Dopiero jak odpuściłam i zaakceptowałam, że może nigdy nie zostanę biologiczną mamą – to się udało. Pragnienie zostania Mamą jest jednym z najsilniejszych naszych uczuć. I często trudno zrozumieć jak można odpuścić i zająć się sobą, swoim życiem. A to właśnie jest bardzo uwalniające. Ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *