Nie mamy balansu w naszym życiu. Szukamy na wszystko szybkich rozwiązań. Ciąża też jest projektem, który szybko musi zakończyć się sukcesem.

Emocje, Odżywianie, Styl życia |
Nie mamy balansu w naszym życiu. Szukamy na wszystko szybkich rozwiązań. Ciąża też jest projektem, który szybko musi zakończyć się sukcesem.

 

Chciałam się z Wami podzielić wywiadem jakiego udzieliłam jakiś czas temu dla portalu Kobieca Sprawa.

Umieszczam go tutaj, ponieważ uważam że jego treści dotyczą coraz większej liczby kobiet. Niezależnie czy chorujesz na endometriozę, mięśniaki, torbiele, tarczycę czy po prostu szukasz balansu w swoim życiu. Tekst ten, uważam trafia do każdej z nas! Mówi o braku harmonii, braku kontaktu z własnym ciałem o rolach w jakie wbijamy siebie każdego dnia.

Zapraszam do lektury tekstu.


Witaj Moniko, niezmiennie jestem pod wielkim wrażeniem Twojej misyjnej działalności dotyczącej kobiecych schorzeń i tego, jak je zwyciężyć lub choćby oswoić. Twoja ogromna wiedza wynika z własnego niełatwego doświadczenia jakim jest endometrioza. Na czym polega ta podstępna choroba? Jakie może dawać objawy?

 

Endometrioza pochodzi od słowa endometrium, oznaczającego śluzówkę macicy. Endometrium co miesiąc podlega hormonalnym zmianom w organizmie kobiety, narasta i złuszcza się – pojawia się wtedy miesiączka.

Endometrioza polega na przemieszczaniu się fragmentów endometrium poza jamę macicy w różne części ciała, najczęściej to są jelita, pęcherz, jajowody, jajniki. Obce komórki w innym miejscu niż macica, podlegają niestety dokładnie tym samym comiesięcznym zmianom, jak endometrium znajdujące się w macicy. Co miesiąc dochodzi więc do krwawienia w tych miejscach – krew nie ma ujścia, gromadzi się, tworząc przewlekłe stany zapalne, zrosty a także bardzo często torbiele.

Te zmiany powodują przewlekły ból w obrębie miednicy małej, bolesne miesiączkowanie, ból podczas współżycia, przewlekłe zmęczenie, bolesne wypróżnianie, ból jelit, mdłości, problemy trawienne, omdlenia, niepłodność i wiele innych objawów. Te objawy z czasem towarzyszą nam już przez większą część cyklu – nie tylko podczas miesiączki.

Jest to choroba obejmująca wiele układów w naszym ciele. Powodująca ich poważne dysfunkcje. Jeśli dojdzie do zagnieżdżenia komórek endometrialnych np. wewnątrz jelita, mamy krwawienie podczas miesiączki również z jelita. Jeśli tworzą się zrosty na jelitach mamy poważne zagrożenie niedrożnością. Jeżeli komórki zawędrują do pęcherza – mamy krwawienia podczas oddawania moczu. Dochodzi często do niedrożności moczowodów a także jajowodów. Tych przykładów mogę mnożyć.

Warto jednak w tym miejscu przede wszystkim pamiętać, że jest to choroba przewlekła, na ten moment nieuleczalna. Obejmująca głównie układ rozrodczy, moczowy, pokarmowy. Wymaga zatem traktowania i leczenia wieloobszarowego.

Endometrioza to również niepłodność. Często bardzo trudno uchwycić przyczynę dlaczego kobiety z endometriozą mają poważne problemy z zajściem w ciąże.

Obecnie endometriozę można śmiało nazwać chorobą cywilizacyjną. Coraz więcej kobiet boryka się z tą chorobą. Kiedyś 10 – 20 lat temu, na taką skalę nie odnotowywano przypadków endometriozy. Styl życia, sposób odżywiania, stres, chemia, skażenie środowiska – zdecydowanie sprzyjają tej patologii.

Ale endometrioza wcale nie przekreśla szansy na szczęśliwe macierzyństwo i aktywne życie, prawda?

 

Oczywiście, że tak. Często chorując na endometriozę musimy się wspomóc w zajściu w ciąże. Czy jest to in vitro, inseminacja czy też naprotechnologia. Ale szczęśliwie uzyskujemy pozytywny wynik. Jest też mnóstwo kobiet z zaawansowaną endometriozą, które zachodzą w ciąże w sposób naturalny. Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Faktem jest, że musimy przejść zdecydowanie więcej w naszych staraniach, niż kobiety zdrowe.

Endometrioza pomimo swej bardzo trudnej i często paraliżującej bólem natury, daje się kontrolować. Wymaga to od nas znaczących nakładów pracy i zmian w życiu. Zaczynając od zmiany sposoby odżywiania, co jest bezwzględną podstawą – eliminujemy produkty, które wzmagają stan zapalny w organizmie, odciążamy pracę układu pokarmowego, ogrzewamy się od wewnątrz, ponieważ często kobiety z endometriozą mają tzw zimno w macicy. Poruszamy odpowiednim żywieniem krążenie – ponieważ towarzyszą nam zastoje krwi, które objawiają się miedzy innymi skrzepami we krwi menstruacyjnej.

Odpowiednie żywienie jest podobne do spersonalizowanej receptury ziołowej i zdecydowanie pomaga skorygować dysharmonię w organizmie. I od tego wychodzimy.

Zmieniamy również styl naszego dotychczasowego życia, wprowadzamy suplementację organizmu oraz odpowiednie zioła. Bardzo ważnym aspektem jest praca z ciałem – manipulacja osteopatyczna czy chiropraktyczna. Joga i aktywność fizyczna jest tu uzupełnieniem  –  praca z naszą często poblokowaną energią. Świetnie sprawdza się akupunktura i wszelkie masaże. Nieodzowne jest również przyjrzenie się naszym emocjom.

Głęboko zapisane kody w naszej podświadomości działają destrukcyjnie na naszą fizyczność. To należy zdecydowanie przepracować ponieważ endometrioza jest głęboko kodowaną chorobą w naszym ciele.

 

Endometriozę należy traktować zawsze integralnie i tylko takie leczenie przynosi efekty. Oczywiście, jeżeli należy włączyć na jakiś czas leczenie hormonalne czy ingerencje chirurgiczną – też to robimy. Połączenie podejścia akademickiego z leczeniem niekonwencjonalnym przynosi bardzo dobre efekty. Jestem tego najlepszym przykładem. Należy mieć świadomość, że będziemy żyły z tą chorobą już zawsze i tak należy siebie traktować, uważnie! Takie podejście umożliwia nam aktywne życie, a z czasem również bezobjawowe. Głęboko w to wierzę.

 

Jak sądzisz, skąd bierze się to straszne tabu dotyczące kobiecych dolegliwości? Jak można z nim walczyć?

 

Uważam, ze jest to bardzo głęboko społecznie zakorzenione przekonanie na temat kobiecości. Mówi się nawet o endometriozie, że jest to „kobiecość, która boli”. Myślę jednak, że ten aspekt dotyczy wszelkich kobiecych chorób. Kobiety od zawsze były wbijane w przekonania, że musi boleć – poród, miesiączka, zranienia emocjonalne itp. I najlepiej, żeby głośno o tym nie mówiły. Praktycznie każda z nas chorująca na endometriozę usłyszała choć raz od swojego ginekologa – że „miesiączka musi boleć i to taka nasza uroda”. Czy potrzeba tu więcej słów komentarza?

A kobiety z zaciśniętymi zębami doskonale udowadniają, że mogą i potrafią wszystko!

Miesiączka jest traktowana jako coś nieczystego, przeszkadzającego w naszym aktywnym życiu. Nie pozwalamy sobie zwolnić, biegniemy dalej realizując narzucone nam zadania. Często bierzemy na siebie o wiele więcej niż mężczyźni. Zamieniamy się rolami. Wyłączamy miesiączkę z naszego życia – poprzez leki hormonalne. Bo nam przeszkadza. Odcinamy się od naszego ciała. Czujemy i słyszymy coraz mniej. A miesiączka to przecież symbol naszej kobiecości.

Ciało próbuje nas zatrzymać. Poprzez kolejne dysfunkcje, które szybko staramy się zatuszować tabletką. A to w nas narasta. Kolejne narządy słabną. Pogłębiamy dysharmonię w ciele. Az doprowadzamy do poważnych chorób. Pojawia się chora tarczyca, mięśniaki, torbiele, endometrioza, rozchwianie hormonalne, nie możemy zajść w ciążę. Często wiele z tych patologii mamy w komplecie.

Wiele kobiet cierpi w samotności – wstydzi się mówić, że boli, że nie ma siły. Czują się nie rozumiane przez otoczenie, często określane jako hipochondryczki. Nie rozumieją co dzieje się z ich ciałem. Są kompletnie odcięte. Nikt nas nie nauczył jak celebrować i dbać o swoją kobiecość. Tak samo miały nasze mamy, babcie, prababcie. To idzie kulturowo – wielopokoleniowo.

Do tego „przedsiębiorczy duch” naszych czasów nie pozwala być słabą. Trzeba spełniać wszelkie wymogi. Należy być perfekcyjną i kontrolującą każdy aspekt. Nie ma szans – ta bańka pęknie!

To od nas samych zależy jak przełamiemy w końcu podejście do kobiet. To my kreujemy naszą rzeczywistość. To jak traktujemy siebie same – tak będzie traktowało nas otoczenie. Jeżeli nie nauczymy się być dla siebie łagodną, dobrą, zadbać o siebie, poleżeć jak boli – nikt za nas tego nie zrobi.

Musimy powrócić do naszych ciał. Nauczyć się ich na nowo. Mówić głośno, że choruję i na czym ta choroba polega. To od nas samych wychodzi budowanie świadomości w społeczeństwie. Ale najpierw same musimy być świadome. I w tej świadomości stać twardo na ziemi.

W marcu, jak co roku, obchodzimy Tydzień Świadomości Endometriozy. W tym roku poprosiłam 8 cudownych kobiet chorujących na endometriozę, żeby opisały swoją drogę z tą chorobą. Zamieściłam te opowieści na swoim blogu. Szczerze mnie te opowieści poruszyły, tak bardzo dojrzałe i świadome. Nasycone odpowiedzialnością, mądrością, siłą i odwagą. Pomimo niemocy systemu opieki zdrowotnej te Kobiety się nie poddają, każda ma swoją drogę. Każda znajduje pojednanie. To jest dla mnie uważam sposób na łamanie tabu. Nasza wewnętrzna siła i świadomość bycia kobietą.

 

Zainicjowana przez ciebie na Facebooku grupa zjednoczyła ogromną ilość kobiet dzielnie zmagających się z różnymi schorzeniami kobiecymi. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak wielka jest skala problemu intymnych dolegliwości. Czy sądzisz, że zawsze tak było, czy współczesne stres i wszechobecna chemia zrobiły swoje?

 

Przestaliśmy szanować nasz biologiczny zegar aktywności. Żywność suto jest naszprycowana chemią, antybiotykami, hormonami. Oddychamy skażonym powietrzem, nie potrafimy wypoczywać.

Nie mamy balansu w naszym życiu. Szukamy na wszystko szybkich rozwiązań. Ciąża też jest projektem, który szybko musi zakończyć się sukcesem. Niestety dopiero w obliczu choroby tak naprawdę trzeźwiejemy.

Nasze ciała są pospinane. Poblokowane. Nie ma swobodnego przepływu energii, płynów, krwi. Nasze organizmy nie są właściwie odżywione, natlenione. W Medycynie Chińskiej mówi się, że zastój jest matką 100 chorób. I dokładnie tak się dzieje. Nie odprowadzamy właściwie toksyn z naszego ciała, nie doprowadzamy do komórek tlenu, jesteśmy wyziębione albo przesuszone co rodzi nadmiarowe gorąco. Mnożą się infekcje, tworzą cysty, guzy. Słabniemy i jesteśmy rozdrażnione. Praktycznie każda kobieta cierpi w mniejszym lub większym stopniu na PMS (syndrom napięcia przedmiesiączkowego) a tak być nie powinno. Miesiączka powinna przyjść niezauważona.

Proszę zobaczyć ile obowiązków biorą na siebie kobiety. Jak godzą się być wielozadaniowe a jednocześnie nie pozwalając sobie na siebie same. Czy to nie będzie rodziło kolejnych problemów?

Stworzyła grupę „Zrozumieć choroby kobiece”, właśnie po – żeby pokazać, że zawsze jest przyczyna naszych dolegliwości. Ze to nie są „nasze fanaberie”.

Na grupie dziewczyny są cudowne, służą sobie radą nawzajem. Wspieramy się, uczymy się od siebie. Chcemy zrozumieć przyczynę naszych dolegliwości a nie je tylko tuszować. Nie krytykujemy, bo każda z nas jest na innym poziomie rozwoju czy poznania ze swoją dolegliwością. Uważam, ze jest to doskonale centrum wiedzy – takiej praktycznej i niesamowitej siły do działania. Dla mnie jest to piękne, że każda z nas chce zmienić – poprzez pracę nad sobą, położenie w jakim się znalazła. To jest siłą tej grupy.

 

A czy spotkałaś się z jakimiś nieżyczliwymi reakcjami na przełamywanie tego tabu, na opowiadanie o chorobach i problemach kobiecych?

 

Jak dotąd ani razu. Myślę, że to świadczy o ogromnej potrzebie mówienia o naszych dolegliwościach. Zwyczajnie jesteśmy zmęczone perfekcjonizmem. Zmęczone samotnością i niezrozumieniem. Głęboko chcemy się od tego uwolnić.

To jest prosty schemat, cierpimy my – cierpią nasze rodziny. Więc wszystkim powinno zależeć na zmianie tej sytuacji.

 

A czy rzeczywiście kobieca psychika w dużym stopniu wpływa na zdrowie intymne? Jak o nią zatem zadbać?

 

Wg ginekolog dr Christiane Northrup czynniki emocjonalne, obok diety, trybu życia i dziedziczności, są najczęstszymi przyczynami problemów ginekologicznych.

Macica to nasze centrum – życia, zdrowia, kreacji, pasji! Macica to miejsce w którym powinno zagnieździć się nowe życie i rozwinąć. Ale jak ma do tego dojść kiedy panuje w niej zimno, pustka nie dopływają soki witalne. Jesteśmy zablokowane. Tworzy się w naszym ciele zastój, który jak tama blokuje przepływy cennych płynów. A za tą tamą narasta fala – jesteśmy rozdrażnione, napięte, sfrustrowane. I nie rozumiemy dlaczego. Nie rozumiemy bo dawno odcięłyśmy się od naszych ciał.

Wg TMC kobiety są ściśle związane z Wątrobą. A Wątroba odpowiada w ciele za wszelkie swobodne przepływy – energii, krwi, płynów. Wątroba proszę zauważyć to krew. A krew to cykl menstruacyjny. Wątroba jest bardzo podatna na wszelkie emocje. Każdy gniew, złość – każda stłumiona nie wyrażona emocja uderzy w Wątrobę – „coś mi leży na wątrobie”, to powiedzenie pięknie odzwierciedla jej naturę. Wytwarza się zastój i krew już nie może swobodnie przepływać , odżywiać i ogrzewać ciało.

 Tak naprawdę skuteczną metodą rozładowywania blokad w ciele – jest życie w zgodzie ze sobą. Dotarcie do siebie, do tego jak zawsze chciałam żyć. Wyrażanie siebie. Pozwolenie na swobodne przepływanie emocji, otwarcie na ścieżki, które nam się ukazują. 

Jest wiele sposobów w jaki możemy sobie pomóc. Warsztaty, praca indywidualna z terapeutą, joga, medytacja, świadomy oddech, taniec który pięknie odblokowuje miednicę i pomoże nam się wyrażać, uważność na siebie i otoczenie – to są techniki po które moim zdaniem należy zdecydowanie sięgnąć i wybrać coś dla siebie.

 Nie ma jednej ścieżki, dla każdej będzie coś innego.

 

Niektórzy twierdza, ze doświadczenie zdrowotnych problemów pozwoliło im zyskać nowe życie, nową perspektywę. Czy rzeczywiście choroba może czasem być taką pozytywną szansą?

 

W akceptacji jest siła. Siła do życia i do zmiany. Zawsze. Tym bardziej w chorobie. Choroba pokazuje nam, ze sposób w jaki funkcjonowałyśmy do tej pory kompletnie się nie sprawdza. Konieczna jest zmiana. To narastające napięcie w ciele potrzebuje w końcu rozprężenia.

Zmiana jest szansą. Może w końcu odważę się i wrócę do zapomnianej pasji, może w końcu nauczę się wyrażać głęboko tłumione potrzeby i emocje. A może w końcu zauważę przede wszystkim siebie!

Nauczę się być uważna na otoczenie na swoje potrzeby. Znajdę czas dla bliskich, otworzę się na nich.

A może przerwę związek, który jest dla mnie toksyczny.

Nauczę się swojego ciała poprzez jogę, zdrowe żywienie, aktywne spędzanie czasu czy efektywny wypoczynek.

Choroba jest dla nas szansą. Jest nauką pokory, cierpliwości, akceptacji i zrozumienia. Nauką odpuszczania i przyjmowania tego co przychodzi. Nie walki a akceptacji! To winduje nas znacznie wyżej. I daje ogrom siły i zupełnie inne perspektywy.

 

Tak było u mnie. Uczę się wciąż każdego dnia. I staram się przekazywać to doświadczenie dalej.

 

Twój sklep proponuje produkty, które maja za zadanie zadbać o kobiece zdrowie w sposób maksymalnie naturalny. Czy sądzisz, że szykuje nam się powrót do ziołolecznictwa i kobiecych sposobów naszych prababek?

 

Nasze prababki miały ogrom mądrości ludowej przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Niestety, w pewnym momencie zostało to przerwane i zachłysnęliśmy się zdobyczami współczesnej medycyny – która oczywiście jest jak najbardziej nam również potrzebna. Lecz zdecydowanie jej nadużywamy na każdym kroku.

Już nasze babki wiedziały do czego służy pokrzywa, czarny bez, krwawnik, ocet czy mniszek lekarski. Wiedziały kiedy, jakie zioła zbierać. Opierały swoją mądrość na tym co oferuje nam natura. Żyły w zgodzie z cyklicznością pór roku, pór dnia i faz księżyca.

W sklepie chcę pokazać kobietom alternatywę. Jak w sposób naturalny można powoli odzyskiwać równowagę a przy okazji uczyć się swoich reakcji i obserwować co jest dla nas dobre. Pokazuję z jakimi preparatami powinny się zaprzyjaźnić, żeby wspierać swoje kobiece zdrowie. Nie tylko wtedy, kiedy poważna choroba ogarnie nasze ciało – ale również prewencyjnie. Jako wyraz troski o siebie.

Pigułka hormonalna nie jest odpowiedzią na wszelkie dolegliwości kobiece. A niesteroidowe leki przeciwzapalne zwyczajnie wykończą naszą wątrobę, żołądek i nerki. Musimy przestać tuszować objawy. Zacznijmy wspierać organizm w powrocie do równowagi. Ciało ma niesamowity potencjał regeneracji. Nie przeszkadzajmy mu w tym.

 

Jakie jest Twoje przesłanie dla naszych Czytelniczek? Niektóre z nich, być może, także borykają się z kobiecymi problemami.

 

Nie tuszujmy problemu. Reagujmy od razu. Nie pozwólmy sobie wmówić, że ból, skrzepy we krwi czy nasze permanentne osłabienie jest czymś normalnym. Za rozchwianiem hormonalnym, drażliwością, płaczliwością stoją nasze nierozwiązane problemy. To, że jest Ci wiecznie zimno – też nie jest Twoją „urodą”. To są sygnały, że dzieje się coś źle w Twoim organizmie.

Zacznij od przyjrzenia się w jaki sposób jesz, co jest Twoją bazą. Zacznij obserwować reakcję po posiłku. Wyeliminuj pokarmy, które ewidentnie Ci nie służą. Zadbaj o siebie! Jakby trywialnie to nie brzmiało – naprawdę jesteśmy tym, co przyswajamy – każdego dnia!

Otaczaj się ludźmi, którzy Ci sprzyjają. Którzy Cię mobilizują i stanowią oparcie. Nie wdawaj się w toksyczne relacje, odpuść. Nie nakręcaj konfliktów. Pozwól sobie popłynąć. Przestań walczyć, atakować – to wykańcza Twoje nadnercza.

Dbaj o sen, regenerację. Zaopiekuj się swoi ciałem.

Mów co czujesz, spełniaj się i realizuj swoje pasje. Nie chowaj urazy i przestań wszystkich zadowalać. Pozwól sobie być kobietą !

 

Dołącz do Grupa wsparcia – Zrozumieć choroby kobiece

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *